Pokazywanie postów oznaczonych etykietą UMYSŁ I DUCH. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą UMYSŁ I DUCH. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 sierpnia 2017

CIAŁO ZA DUCHEM PODĄŻA CZYLI TO I OWO O PSYCHOSOMATYCE

W dobie rozwiniętej medycyny i diagnostyki zaczynamy traktować nasze ciało jak urządzenie, do którego są części zamienne. Coraz dokładniejsze specjalizacje medyczne oddalają części naszego ciała od siebie dając im niemalże status żyjących swoim życiem. Jest więc hepatolog zajmujący się   wątrobą, hematolog, zajmujący się krwią, nefrolog zajmujący się czynnościami nerek i ogólnie rzecz biorąc, jest wiele coraz to nowych specjalizacji i pod specjalizacji. Zaczyna się coraz więcej mówić o holistycznym podejściu do tematu leczenia, ale jak na razie są to zwykle nowatorskie projekty naukowe lub wellnessowe narracje w telewizjach śniadaniowych, co ani nie jest profilaktyką ani leczeniem, raczej ich komercyjną, kolorową parodią. Są też środowiska alternatywne, głoszące poglądy o zależności powstawania chorób od stanu ducha i umysłu, ale mimo, że one też korzystają z dorobku nauki, często środowisko medyczne nie bierze ich zbyt poważnie pod uwagę.

A przecież nawet definicja zdrowia według WHO mówi, że zdrowie to nie tylko brak symptomów chorobowych, ale pełen dobrostan funkcjonowania człowieka na planie fizycznym, psychicznym i społecznym.  O doskonałej harmonii życia człowieka na poziomie ciała, ducha i środowiska mówi legendarna medycyna chińska i ajurweda. W języku potocznym funkcjonują stwierdzenia typu „krew mnie zalewa”, „nie mogę czegoś znieść” czy „coś mi leży na wątrobie” sugerujące połączenie między emocjami i symptomami w ciele. Tak szeroko wykorzystywana w marketingu mowa ciała też pokazuje, jak reagujemy na bodźce i uczucia pozytywne i tzw. negatywne.

Za wszystko odpowiedzialne są funkcje układu nerwowego i hormonalnego. Organizm produkuje ogromną ilość substancji, za pomocą których przesyła informacje z jednego miejsca w drugie. Każda żywa komórka i ich skupiska generują coś w rodzaju prądu, co tak naprawdę stanowi o tym, że człowiek to istota żywa.

W szkole uczono nas, że jedna część układu nerwowego wykonuje czynności celowe, np. ruch, druga, tzw. układ autonomiczny zarządza czynnościami narządów wewnętrznych. Nie możemy bezpośrednio nakazać jelitom, by szybciej strawiły obiad, ani sercu, by tak nie łomotało, bo szef właśnie ma zły humor. Zapomniano jednak dodać, a może nie brano tego pod uwagę jako rzecz istotną, że pomiędzy różnymi mechanizmami ustroju krążą agenci przenoszący tajne wieści o naszych emocjach i reakcjach, które w mniejszy lub większy sposób zakłócają lub wspierają pracę narządów.  Niektóre z tych mechanizmów są typowo atawistyczne, pochodzą z najstarszych części mózgu wywołujące odruch „bij albo uciekaj”. To dlatego pod wpływem stresu rozszerzają się źrenice, gęstnieje krew lub występuje biegunka, która służy opróżnieniu ciała ze zbędnego balastu, by być gotowym do walki i ucieczki.

Inne mechanizmy są już bardziej skomplikowane, szczególnie te długofalowe, wywołane za pomocą powtarzalnych bodźców. Tu, niestety objawia się przywoływany do tablicy niemal w każdej dziedzinie terapii wpływ dzieciństwa na kształtowanie się zachowań i reakcji w dorosłym życiu.

Umysł dziecka do 6 roku życia nieustannie wytwarza fale theta i alfa, dzięki którym dziecko szybko uczy się otaczającego je świata. Rejestruje wszystko, co dostrzega i czego jest uczone, ale przede wszystkim zapamiętuje swoje uczucia i reakcje na przychodzące bodźce. To potem stanowi dla niego model świata i jego mechanizmów. Według tego modelu w dorosłym życiu te reakcje automatycznie włączają się w sytuacjach przypominających te z przeszłości. Dzieje się to oczywiście na poziomie nieświadomym. Niejeden dorosły człowiek nie uświadamia sobie, że choruje, bo gdy chorował w dzieciństwie, to dostawał więcej zabawek lub uwagi ze strony rodziców, albo rodzice przestawali się kłócić ze sobą, gdy był chory i teraz, jako dorosła osoba też chce podświadomie, by otoczenie spełniało jego potrzeby czy zachcianki i dawało poczucie bezpieczeństwa,  a nie umie o to poprosić lub zawalczyć.

Przy okazji dodam, że niektórzy twierdzą, że zwierzęta i dzieci do 12 roku życia nie chorują tylko odzwierciedlają (somatyzują) atmosferę i konflikty emocjonalne w otoczeniu, głównie w rodzinie.

Choroba może być też inną z atawistycznych reakcji: nie mając siły na ucieczkę lub walkę człowiek zamiera w bezruchu czekając, aż minie niebezpieczeństwo. W pojęciu współczesnego człowieka niebezpieczeństwem jest każda sfera życia, z którą dana osoba sobie nie radzi. Trzeba włożyć dużo pracy terapeutycznej, by wzmocnić w takim pacjencie inne jego naturalne instynkty i zdolność do zarządzania swoim życiem.

Temat psychosomatyki jest tak szeroki, że na łamach krótkiego artykułu mogę jedynie zwrócić uwagę na jego istnienie i naszkicować mój punkt widzenia oraz pokazać obszary i mechanizmy, w jakich funkcjonuje i narzędzia, jakimi może się posługiwać. Jest to dziedzina, która stała się naukową, ale też i jest coraz powszechniej dostępna szerokiemu odbiorcy w postaci pozycji popularnonaukowych i audycji w mediach.

Są też takie dziedziny, jak psychologia zdrowia, psychoimmunologia, neuropsychologia i pokrewne, a również do rozwoju psychosomatyki przyczyniają się nauki ścisłe jak biologia, biochemia i fizyka kwantowa pokazując, że istota życia organizmu ludzkiego opiera się na nieskończonej ilości przepływów impulsów elektromagnetycznych, drgań wewnątrz atomu i tajemniczych substancji, które krążą po ustroju przekazując precyzyjnie różne informacje. Wszyscy wiemy, co to jest serotonina, adrenalina i kortyzol, ale neuroprzekaźników i hormonów biorących udział w reakcjach psychosomatycznych jest tak wiele, że nie wszystkie zostały do tej pory przebadane.

Nauka dała dziś człowiekowi możliwość obserwowania i opisywania zjawisk do tej pory niewytłumaczalnych. Od setek lat obserwowano  wpływ myśli na rzeczywistość, traktowano to jako moc nadprzyrodzoną, zabobon, rezultat religijnego kultu i wiele innych zjawisk. Dopiero naukowcom z dziedziny fizyki kwantowej, takim jak Bruce Lipton udało się zbadać udowodnić i opisać mechanizmy wpływu ludzkiej myśli na rzeczywistość. Polecam jego książkę pt. „Biologia przekonań” To Bruce Lipton obala teorię, jakoby genetyka była najważniejsza w skłonności do występowania konkretnych chorób.

Swój wkład w psychosomatykę włożył m.in. Aleksander Loven – amerykański psychiatra, autor analizy bioenergetycznej oraz książek: „Duchowość Ciała” oraz „Lęk przed życiem”. Zwraca uwagę na zablokowane w dzieciństwie reakcje jak wstyd, lęk i  tłumioną złość, które uwięzione w ciele mają wpływ na postawę i sposób poruszania się człowieka w dorosłości, a także na powstawanie wielu zaburzeń chorobowych. Polskie Stowarzyszenie Bioenergetyczne skupia terapeutów wyszkolonych w metodach Lovena, służących pomocą swoim pacjentom. 

Totalna biologia - medycyna germańska została wynaleziona przez niemieckiego lekarza dr Hammera, który po stracie syna zachorował na raka jąder. Odkrył on tzw. 5 praw natury, które mówią m.in o tym, że choroba powstaje w wyniku tzw. konfliktu czyli sytuacji, która wydarzyla się nagle i przeżywana jest w samotności i człowiek nie umie znaleźć na nią rozwiązania. Oprócz manifestowania sie w narządach, zmiany też odzwierciedlają sie też w strefie mózgu odpowiadajacej choremu narządowi.  Organizm tworzy chorobę, by uratować osobnika przed śmiercią, tworząc wentyl bezpiezeństwa dla wpakowania całej energii konfliktu w narząd odpowiadający istocie konfliktu. Wyróżnia tzw. fazę konfliktu, w którym organizm tworzy zmiany i fazę naprawczą, która pojawia sie po zakończeniu konfliktu i często objawia sie zmianami. Mechanizmy są skomplikowane i wynagają dogłębnej wiedzy, analizy i umiejętności łączenia faktów ze sobą i ogromnej empatii. 

Totalna biologia i w ogóle psychosomatyka nie wyklucza korzystania z medycyny akademicjkiej, a nawet dążą do tego by stać sie integralną częscia terapii, co mam nadzieje nastąpi w najbliższych latach. 

O psychosomatyce i podobnych naukach napisano niejeden tom i wygłoszono niejeden wykład Jest w tym wiedza dla fachowców: psychologów i lekarzy, jak i wiedza dla świadomych swojego zdrowia pożeraczy różnych idei. Wymienię tu znane mi książki napisane w przystępny sposób przez zajmujących się tym tematem naukowców i praktyków: „Przez chorobę do samopoznania”, którą napisali Thorvald Dethlefsen i Rudiger Dehlke, „Co choroba mówi o Tobie” Kurta Tepperweina i napisana lekko ale treściwie „Jak uleczyć swoje życie” Luizy L Hay. Jest ogromna ilość metod i technik pracy nad sobą biorących pod uwagę sprzężenie ciało, umysł duch. Wymienię tu mikrokinezyterapię, totalną biologię i medycynę germańską, theta healing,  W pracy z ludźmi wykorzystuje się osiągnięcia techniki jak biofeetback, za pomocą którego człowiek uczy się koncentracji i generowania określonych stanów umysłu.

Ja jestem psychodietetykiem. W mojej pracy korzystam z wiedzy akademickiej i alternatywnej. Posługuję sie W dzisiejszym świecie często trudno jest jednoznacznie określić, co jest alternatywne, a co nie, a poza tym wszystkie poglądy, które zrewolucjonizowały świat były przez krótszy lub dłuższy czas uważane za alternatywne.

Jestem autorką warsztatów  Zarządzania i Zmiany Nawyków Żywieniowych, na których za pomocą testów i ćwiczeń sami ustalamy sobie rygor żywieniowy, na który w tej chwili jesteśmy gotowi traktując przekazane przeze mnie sugestie jako drogowskaz. Jeśli chcesz wiedzieć więcej zajrzyj TUTAJ

Co mogę polecić współczesnemu człowiekowi, który jest zapracowany, sfrustrowany i pełen oczekiwań wobec siebie, innych i świata? Przede wszystkim, żeby wyluzował i nauczył sie odczuwać i rozpoznawać swoje reakcje: Ciało doskonale pokazuje różnego rodzaju ruchem czy skurczem niektórych mięśni, czy dana sytuacja lub osoba jest pozytywna czy też nie. Może trzeba będzie odpuścić z tonu wymagań, nauczyć sie asertywności  lub  konstruktywnego wyrażania uczuć i tych pozytywnych (bo z tym też mamy problem), ale też i tych trudnych. Jesteśmy w nieustannym połączeniu i interakcji ze światem, ale emanujemy swoim światłem. Rozświetlone gwiazdami niebo to nie łuna, ale przestrzeń mniejszych i większych punkcików emitujących własne światło. 

Dbajmy o siebie w sposób konstruktywny, bez zachłanności, ale delektując się każdą radością jak pyszną potrawą, którą również powinniśmy nauczyć się delektować bez zachłanności. Wtedy zjemy mniej, a doznanie, jakie otrzymamy od tej radości czy tej potrawy zostanie z nami na dłużej. 

Szanujmy swoje uczucia, ale upierając się przy swoim, zadajmy sobie pytanie: „czy chcę mieć rację, czy być zdrowym i szczęśliwym człowiekiem” To wskaże drogę do równowagi Twoje/Moje 

Ruszajmy się, Ruch zastąpi wiele leków, ale żaden lek nie zastąpi ruchu Ruch odblokowuje napięcia w ciele, pozwala wyrażać emocje, wytwarza endorfiny. Niech to będzie taka forma ruchu, jaką na dany moment akceptujemy, od kopania ogródka poprzez bieganie, rower, hatha jogę, taniec czy wreszcie popularną siłownię, która z wielu względów nie jest dla każdego.

Korzystajmy z wiedzy na temat ciała i ducha. Jest jej naprawdę wiele, niech każdy zacznie od takiego poziomu trudności, jaki jest odpowiedni dla niego. Ale też nie popadajmy w nadmierne analizowanie siebie, bo może się zdarzyć, że nie poradzimy sobie bez fachowej pomocy.

Dobrze by było, gdyby osoby mające wiedzę z psychosomatyki wchodziły w skład zespołów leczniczych w szpitalach i przychodniach. Coraz częściej słyszymy o zatrudnianiu psychologów na oddziałach onkologicznych i treningach relaksacyjnych w sanatoriach. Powstają nawet oddziały chorób psychosomatycznych, ale jest to kropla w morzu potrzeb. Uczelnie, m,in. SWPS kształcą dobrej klasy specjalistów na studiach podyplomowych w dziedzinie psychosomatyki. Dobrze by było, by te osoby pomagały chorym ludziom odzyskać nadzieję na wyzdrowienie i chęć życia, a nie wypełniały statystyki i tabelki objawów, które nic nie dają pacjentowi. Psychoterapeuci to są ludzie pełni pasji i chęci pomocy pacjentom, niech zatem ich praca służy ludziom, a nie biurokracji. Terapia psychosomatyczna połączona z odpowiednim leczeniem dietą i rehabilitacją niewątpliwie przyczyniła by się do zmniejszenia ilości pacjentów z chorobami cywilizacyjnymi.

Obyśmy mogli doczekać czasów, gdy psychosomatyka stanie się, ważną, integralną częścią nauk medycznych XXI wieku. Ileż to ludzi szybciej odzyskało by zdrowie, a ileż to kolejnych nigdy by nie zachorowało...  Być może nie są to pobożne życzenia, ale potrzeba medycyny przyjaznej pacjentowi i skutecznej.

Ewa Siedlecka
psychodietetyk

****************
Zapraszam serdecznie na moje porady dietetyczne, których udzielam osobiście we Włocławku oraz drogą elektroniczną, Specjalizuję się w dietach roślinnych i eliminacyjnych. Prowadzę również moje autorskie warsztaty Rozpoznania i Zmiany Nawyków żywieniowych. Doradzam również placówkom gastronomicznym w sprawie wdrażania diet roślinnych w menu i obsłudze klientów odżywiających się inaczej.

Więcej informacji na moim blogu w zakładce 
„O Mnie” 
************
Artykuł w krótszej wersji pojawił sie w informatorze dla pacjentów "Almanachu Medycznego" Agencji Reklamowej "Alfa" na północno-zachodnią Polskę 



niedziela, 7 sierpnia 2016

ROZWAŻANIA O EMPATII

Ostatnio, pod wpływem obserwacji mediów społecznościowych i niektórych znajomych coraz częściej nachodzą mnie przemyślenia w temacie, jakim jest empatia. 

Zacznę od fragmentu definicji, którą udostępniła mi "Ciocia Wikipedia", 
Empatia (gr. empátheia „cierpienie”) – zdolność odczuwania stanów psychicznych innych osób (empatia emocjonalna), umiejętność przyjęcia ich sposobu myślenia, spojrzenia z ich perspektywy na rzeczywistość (empatia poznawcza). 

To pojęcie poszerzyło się ostatnio o współodczuwanie z cierpieniem zwierząt. Wegetarianie podają empatię, czyli jak mówią: etykę jako jeden z głównych powodów odrzucania jedzenia zwierząt i korzystania ze wszystkiego, co od nich pochodzi. Do publicznej wiadomości docierają informacje o sposobach przemysłowej produkcji mięsa, jaj, mleka itp. Nawet osoby odżywiające się tradycyjnie są tymi doniesieniami zażenowane. I dobrze, powinno to sprzyjać propagowaniu diet roślinnych, ale.... Wokół wegetarianizmu/weganizmu narosło tyle dziwnych zjawisk, że ja ze swoją miłością do tego stylu życia nie mogę przejść obojętnie obok nich, a tym bardziej tłumaczyć się za poczynania innych. 

Ja należę do grupy wegetarian, która porzuciła mięso z powodu tzw. rozwoju duchowego czy rozwoju  świadomości i mój organizm już dawno temu stopniowo zaczął odrzucać mięso, ryby i kolejne produkty pochodzenia zwierzęcego, najpierw żywnościowe, a następnie buty torebki, a obecnie kosmetyki i powoli odzież. Temat ekologii i cierpienia zwierząt pojawił się dopiero, gdy pisałam pracę licencjacką na studiach z dietetyki na temat wegetarianizmu i gdy poproszono mnie pierwszy raz o zrobienie wykładu na temat korzyści na różnych płaszczyznach jakie daje człowiekowi i światu odrzucanie wszelkich produktów pochodzenia zwierzęcego.  W naturalny sposób czułam, że zwierzęta nie są do zabijania dla ludzkich potrzeb, choć mogą współistnieć w życiu społeczeństwa. 

Jako psychodietetyk wiem, że człowiek podejmuje decyzje na poziomie podświadomym, a potem racjonalnie ją uzasadnia. Zatem odrzucenie żywności pochodzenia zwierzęcego powinno wynikać z przemiany dokonującej się w sposobie myślenia i odczuwania człowieka w jego istocie, a nie tylko racjonalnego chciejstwa. Uważam też, że organizm ludzki na poziomie fizjologicznym i molekularnym potrzebuje czasu, aby przestawić się na nowy sposób funkcjonowania. 

Nie ma zatem powodów do robienia wyścigów w drodze do weganizmu. Irracjonalne jest piętnowanie wegetarian przez wegan (o dziwo są bardziej agresywni i wyniośli) na wszelkiego rodzaju forach i grupach na facebooku. "Weganizm jest jak ciąża, albo się jest albo nie", twierdzą zagorzałe aktywistki. A potem niektóre płaczą po nocach, że śni im się mięso lub kiełbasa z grilla, wąchają, język im lata..., no ale cóż, zwierzątka cierpią. a hałasu wokół siebie robią tyle, co diva operowa z La Scali przed premierą. Potam dla rozrywki niektórzy włączają sobie jakiś pełen agresji film albo grę komputerowa ze strzelankami, no, ale to przecież tylko film lub gra..., o co  chodzi?  Niestety, te gry i filmy też mają wpływ na psychikę i tak jak mięso wytwarzają homony stresu w organizmie, które wzmagaja agresję. 

Prawdziwy wegetarianizm /weganizm jest wtedy, gdy już nie masz żadnej potrzeby   odczuwania smaku i zapachu mięsa i czy potem innej żywności pochodzącej od zwierząt. To znak, że Twój organizm tego nie potrzebuje, nie chce. Parówki, kiełbaski, nugetsy, czy burgery sojowe o smaku kurczaka pomagają nowicjuszom przejść przez adaptację, ale pokazują, że Twój organizm tak naprawdę tęskni za mięsem. 

Co innego jaja, mleko i miód itp. Wegetarianizm z założenia mówi, że można jeść te produkty pochodzenia zwierzęcego, których pozyskanie nie wiąże się z zabiciem zwierzęcia. Najbardziej w tym przypadku bronią się: miód, jaja od tzw. "szczęśliwych kur" czyli domowego wolnego wybiegu i mleko kozie, owcze lub krowie niepasteryzowane, pochodzące od zwierząt z małych tradycyjnych gospodarstw. Jeśli jeszcze spożywasz te produkty, nie martw się, ale zwracaj uwagę na ich pochodzenie i kupuj takie, które są najmniej przemysłowe. Przyjdzie czas, że przestaną Ci być potrzebne i będziesz umiał/a zastąpić je roślinnymi. Na moim blogu w dziale TEORIA, znajdziesz przydatną wiedzę, a dział PRZEPISY pomoże Ci przyrządzić proste dania. Czytaj składy, eksperymentuj z nowościami, rób to przede wszystkim dla siebie. Wegetarianizm jest dla Ciebie, a nie Ty dla wegetarianizmu. To zmniejszy poziom frustracji i niechęci wobec ludzi odżywiających się tradycyjnie, a sam/a przecież nie lubisz, jak ktoś próbuje Cię do czegoś zmuszać. Pokaż swój styl życia i odżywiania w zachęcający sposób i nie wywyższaj się nad innymi. Gdzie tu Twoja empatia? Lubisz, jak ktoś Ci dogryza i umniejsza, np z powodu braku czegokolwiek? Nie sądzę. 

Zastanów sie, jakie argumenty i sposób ich przekazanie przekonały by ciebie gdybyś jadl/a tradycyjnie i zacznij od podstaw od pokazywania innych punktów widzenia, innych aspektów odżywiania, funkcjonowania swiata. Zachowaj takt ale trzymaj sie swoich [ogladów i nie wdawaj sie w pyskówki. Na siłę, powtarzam nikogo nie przekonasz 

Niektórzy wegetarianie/weganie zapatrzeni w cierpienie zwierząt kompletnie przestali zwracać uwagę na cierpienie ludzi. Na facebooku widziałam grafikę przedstawiającą słodką blondynkę zajadającą sałatkę i obok napis brzmiący mniej więcej tak:  "Jestem wegetarianką, troszczę sie o los zwierząt, mam iPhona i pełną szafę ciuchów szytych w Bangladeszu przez dzieci." Pewnie wielu sobie pomyśli:  "jaki w tym problem? Przecież dzięki temu, ze zmieniam co rok garderobę ludzie w tych krajach mają pracę". Mają, ale czy etyczną? Kto tak naprawdę na tym zarabia? Pomyśl, może by lepiej kupić coś modnego, szytego w kraju, niekoniecznie z metką nieetycznej sieciówki.... 

Niejeden bardzo "etyczny" i "empatyczny" roślinożerca nie udzieli pomocy koledze czy komuś z rodziny, bo mu Mistrz lub Guru powiedział: że taka czyjaś karma, że ktoś ukarał się za swoje negatywne myślenie lub jego Dusza wybrała taki los, by coś "przerobić" (cokolwiek to znaczy). Zostawia delikwenta na pastwę losu, a jeśli już łaskawie stanie w jego progu, to zaleje go taką ilością filozofii i porad, że niejeden ksiądz z ambony takiego kazania nie umiałby wygłosić. A gdzie tu empatia? Może ktoś z Was lubi być traktowany w ten sposób? Co zrobisz, gdy Tobie przytrafi się jakieś nieszczęście, które teraz tak łatwo nazywasz wyzwaniem? Jak traktujesz klientów, współpracowników czy podwładnych? Ile w tym jest empatii, zrozumienia i dążenia do współpracy? 

Wielu ludziom sie tez wydaje, że w pracy tylko wykonuje sie polecenia i empatią nie ma tu nic wspolnego. Zachęcam do obejrzenia wykład z SWPS o eksperymentach przeprowadzonych w temacie bezrefleksyjnego wykonywania rozkazów  Ale jest tez coraz większa grupa osób, które przechodząc na diete roslinną nie chcą juz wykonywać dotychczasowej pracy, ponieważ wydaje sie ona nieetyczna, wcale nie tylko ze względu na cierpienie zwierząt, ale równiez ze względu na inne nieetyczne zachowanie w stosunku do konkeretnych ludzi, społeczeństwa ogólnie rzecz biorąc, środowiska etc. 

Roślinożercy być może na własne życzenie, być może dlatego, że myślą inaczej maja przed sobą ogromną misję zmieniania świata, wprowadzania empatii do wielu aspektów życia. Często ludzie wymagają od nich niemal świętości, a przecież są to zwyczajni ludzie z tym, że większość z nich patrzy na świat inaczej, głębiej i chce to wyrażać tak, jak potrafi. WPŁYW DIETY ROŚLINNEJ NA PSYCHIKĘ nie jest chyba do końca jeszcze poznany, choć trochę już wiadomo na ten temat. Postarajmy się wszyscy razem i każdy z osobna, by udowodnić, że nie jest to TAKA SOBIE MODA, a kolejny etap w dziejach rozwoju cywilizacji. 

Mam nadzieję, że choć trochę się ze mną zgadzasz. Wprowadzaj pojęcie etyki i empatii na wszystkie aspekty życia, a nie tylko na ochronę praw zwierząt, nie daj się też wciągnąć w poświęcanie się, nie bądź bezmyślną papugą powtarzającą zasłyszane frazesy, i nie czyń drugiemu, co Tobie niemiłe.  To też jest empatia....
  
*********
jeśli potrzebujesz porady dietetyka lub masz pomysł na ciekawą współpracę skontaktuj się ze mną przez formularz kontaktowy lub zadzwoń pod nr 606941369. Pracuję z klientami z całego świata posługując się cudownym wynalazkiem jakim jest internet
zapraszam też na moją STRONĘ VEGEDIETETYKA NA FACEBOOKU gdzie codziennie udostęniam ciekawe artykuły znalezione  w Internecie na temat filozofii i diet roslinnych 

czwartek, 28 kwietnia 2016

JAK TO Z TYM WEGETARIANIZMEM BYŁO......

Dyskusje w stylu: co było pierwsze: jajko czy kura nigdy się nie kończą. Do takich należy temat: od kiedy człowiek zaczął jeść mięso, czy pierwotny jaskiniowiec polował i zjadał upolowaną zwierzynę czy jadł tylko to, co rosło na jego drodze. 

Skąd wziął się wegetarianizm na świecie? Czy faktycznie jest zgodny z duchowymi Prawami Istnienia przekazywanymi przez lata przez Mistrzów i Proroków z całego Świata? Jest, tak jak piszę we wstępie na ten temat wiele opinii. Ja napiszę tę, z którą sie najbardziej zgadzam 

Prawdopodobnie człowiek żyje dłużej niż nauka jest to w stanie udowodnić i jego życie wyglądało inaczej niż sie powszechnie uważa. Najprawdopodobniej cywilizacje wielokrotnie zostały niszczone przez kataklizmy, które ludzkość sama wywołała, albo odpowiada za to przyroda, tudzież inne legendarne, nadprzyrodzone siły Istoty, o których coraz bardziej odważnie sie mówi. 

Maria Grodecka w swoich książkach np. „Wszystko o wegetarianizmie – zmierzch świadomości łowcy” oraz „Oblicza wegetarianizmu – zaufać ziemi” pisze o tym odwołując się do historii ludzkości, cytatów z Biblii oraz ksiąg Wedyjskich. Historia wegetarianizmu opisana jest również na wielu stronach propagujących wegetarianizm:  

Nie ma dowodów, istnieje natomiast wiele przypuszczeń, podań i legend, że praczłowiek był bretharianinem czyli żywił się energią słoneczną i zawieszonymi w powietrzu roślinnymi pyłkami, potem zaczął żywić się roślinami, głównie owocami. Wiek ten nazywano Złotym Wiekiem. Wypowiadano się o takim życiu i sposobie odżywiania się człowieka pisząc w wielu kulturach religijnych o tzw. Raju. Nie ma w tym nic dziwnego. Czyste, najonizowane, jak po burzy powietrze dostarczało tlenu i ładunków ujemnych, a zawieszone w nim pylki roslin jak życiodajny nektar wystarczyły jako pożywienie. Współczesne powietrze też jest jak nektar,  zawieszone w nim są nie pyłki roślin ale drobiny metali i substancji chemicznych i każde dziecko wie, jak szkodliwy jest smog dla zdrowia. 

W bardzo odległej historii ludzkości mówi się też o pra-plemieniu Nomandów,  koczowników żyjących pomiędzy okresem Złotego Wieku a czasem hodowli zwierząt przez człowieka.

O innym plemieniu nie jedzącym mięsa Herodot pisał: „Najstarsi mieszkańcy Grecji, Pelagianie, którzy przybyli tu przed Dorami, Jonami i Elanami, zamieszkali Arkadię i Tessalię. Mieli również w posiadaniu wyspy Lesbos i Lokemanos, pełne gajów pomarańczowych. Żywiąc się tymi pomarańczami i daktylami, żyli przeciętnie powyżej dwustu lat”.

Nie wiadomo kiedy i dlaczego człowiek zaczął jeść mięso. Przypuszcza się, że odpowiada za to ochładzanie się klimatu i przemieszczanie się człowieka w coraz to zimniejsze rejony globu. Inną hipotezą jest konieczność jedzenia mięsa w okresie po potopie lub innym kataklizmie, które przypieczętowane jest jedynym, widocznym w Starym Testamencie zezwoleniu na jedzenie „wszystkiego, co się rusza i żyje”  

Inne cytaty z Biblii raczej sugerują, że pożywieniem człowieka mięso być nie powinno: „Oto wam daję wszelką roślinę przynoszącą ziarno po całej ziemi i wszelkie drzewo, którego owoc ma dla was nasienie. One będą dla was pokarmem” z Rozdz. I Księgi Rodzaju lub „A przecież pokarmem twym są płody roli”. Również przykazanie V „Nie będziesz zabijał” prawdopodobnie dotyczyło nie tylko zabijania ludzi, ale wszelkiego zabijania również zwierząt.

Wielokrotnie problem jedzenia lub nie jedzenia czegokolwiek łączono z obrzędami lub nakazami religii w wielu kulturach świata. Należało do nich składanie ofiar, które według ksiąg wedyjskich i Starego Testamentu łączy się z nakazami Boga/Bogów. Być może był to na początku sam obyczaj, ale któregoś dnia ktoś spróbował, że upieczone mięso ofiarnego zwierzęcia mu smakuje, więc najpierw zaczęli je jeść kapłani i szamanie, a następnie inni ludzie. Prawdopodobnie zwyczaj ten się tak bardzo rozpowszechnił, że zaczął wywoływać protesty wśród ludzi światłych i uduchowionych, o czym świadczy m.in wypowiedź proroka Izajasza: „Przestańcie składania czczych ofiar, ręce wasze pełne są krwi”. Także inni Prorocy Starego Testamentu: Jeremiasz, Ozeasz, Amos, Micheasz zaprzeczają jakoby Bóg nakazywał kiedykolwiek składania ofiar z zabitych zwierząt całą winę zrzucając na kapłanów. "Lubią ofiary i chętnie je składają, „Lubią też mięso, które wówczas jedzą, lecz Jahwe nie ma w tym upodobania". Również Izajasz pokazuje ludziom wizję Królestwa Bożego, które ma wyglądać tak: "Wilk z jagnięciem będzie paść się razem, a lew tak jak wół będzie jadł sieczkę, wąż zaś będzie żywił się prochem" .

Już 800 lat p.n.e. w oficjalnej religii Indii Hinduizmie zaczęto zwracać uwagę na niejedzenie mięsa ograniczając jego spożywanie jedynie do mięsa uprzednio poddanego rytuałom ofiarowaniu.

W VI w p.n.e. powstaje ruch filozoficzny, na czele którego stał Pitagoras, który przeciwstawiał się zwyczajom okrutnego obchodzenia się ze zwierzętami w jakikolwiek sposób. Przywiązywano ogromną wagę do etyki. W „Metamorfozach” Owidiusz przeciwstawia się zwyczajom ofiarnego zabijania zwierząt i stwierdza, że ludzie swoje chciejstwo przypisują nakazom Bogów pisząc: „Skądże tych wzbronionych potraw przejął was głód srogi? Wstrzymajcie się i moje szanujcie przestrogi”.

Wegetarianami było również wielu myślicieli, którzy reprezentowali szkołę neoplatońską, mającą swój czas rozkwitu w II-IV wieku n.e. Należeli do niej Plotyn, Porfiriusz i Jamblich. Porfiry napisał książkę pt. "O powstrzymaniu się od pokarmów zwierzęcych". 

O wielkich myślicielach i prorokach wszystkich religii świata mówi się, że swój rozwój duchowy wiązali z wielodniowymi postami połączonymi z modlitwami. W V wieku p.n.e. pojawił się buddyzm, który w III w n.e. został przez króla Asiokę uznany za oficjalną religię Indii, religię,  które wraz z dżainizmem na trwałe zaowocowała istniejącą do dziś tradycją nie jadania mięsa. Mistrzowie duchowi głosili już wtedy, że jedzenie mięsa przeszkadza w rozwoju duchowym i dążeniu do Oświecenia. Twierdzili, że istniejące w mięsie trujące substancje wydzielane przez organizmy zwierząt podczas uboju odbierają człowiekowi zdrowie i spokój umysłu. Ten pogląd przetrwał do dziś i jest przytaczany przez obecnych Mistrzów duchowych, ekologów i niektórych naukowców.  

Kwestia jedzenia mięsa i powstrzymywania się od jego spożywania poruszana była również w chrześcijaństwie nie tylko w Starym Testamencie. Na uwagę zasługują wielokrotnie poruszany obowiązek wielodniowych postów, który oczyszczał umysł i w połączeniu z modlitwami powodował wzniesienie Ducha do Boga. Inaczej niż np. w Buddyzmie celem nie było Oświecenie ale przekonanie, że umartwianie się i post są miłe Bogu i On tego oczekuje od wiernych. Do dziś przetrwał zwyczaj postów ścisłych w Wielki Piątek i Wigilię Bożego Narodzenia oraz posty obowiązkowo w każdy piątek i przez niektórych dodatkowo w środy. Pości się na pamiątkę Męczeństwa Jezusa Chrystusa. Post ścisły dotyczy powstrzymania się od jedzenia pokarmów mięsnych i ograniczenia ilości spożywanych potraw do jednego sytnego posiłku, natomiast post zwykły dotyczy powstrzymania się od jedzenia tylko mięsa, dopuszczając ryby. Znane też są posty dopuszczające jedynie jadanie chleba i wody.

Portal www.wegetarianie.pl podaje, że święty Augustyn, święty Franciszek z Asyżu i święty Antonii nie jadali mięsa a rybę w szczególnych okolicznościach.

Diety bezmięsnej przestrzegali esseńczycy, a potem gnostycy  i manichejczycy, uznając ją za podstawowy warunek wyższego rozwoju fizycznego i duchowego.

Leonardo da Vinci uważany za kontynuatora szkoły pitagorejskiej przez całe niemal życie był wegetarianinem. Odważnie wypowiadał się na temat stosunku do jadania mięsa przez ludzi. (przeczytaj: WYBRANE MYŚLI SŁAWNYCH LUDZI NA TEMAT WEGETARIANIZMU )

Na nowożytne poglądy dotyczące moralnego zezwolenia ludziom na jedzenie mięsa wpłynęła filozofia Arystotelesa i Tomasza z Akwinu. Głosili oni, że zwierzęta nie mają rozumu i to daje człowiekowi pozwolenie na traktowanie ich jak pokarm i zwalnia z odpowiedzialności za ich zabijanie. Poglądy te wygłosił Tomasz z Akwinu w swoim dziele pt.: „Somma Theologica”. Inny wielki człowiek – Voltaire polemizuje z tymi poglądami pytając, czy zabijano by zwierzęta, gdyby one umiały mówić?  

Potem nastąpiło już trwałe rozgraniczenie na wegetariański Wschód i mięsożerny Zachód. Mieszkańcy Europy a następnie Ameryki Północnej hołdowali jedzeniu mięsa uważając je za symbol dostatku. Im bogatszy dom, tym mięsa jadało się więcej. Zaczęły się pojawiać choroby związane z nadmiernym jedzeniem mięsa np. podagra. Również otyłość przez wiele stuleci uważana była nie za chorobę, ale za skutek dobrobytu i obfitego jedzenia również pokarmów mięsnych.

W produktach pochodzenia zwierzęcego upatrywano wzmacniających esencjonalnych wyciągów białkowo-tłuszczowych zawierających cenne dla zdrowia składniki. Na poprawę zdrowia zapisywano esencjonalne rosoły i pieczone gołębie i dużo jaj. Nauka określała już wtedy kaloryczność posiłków porównując organizm ludzki do pieca, który spalał podane mu paliwo i w ten sposób otrzymywał siłę do życia. Nie znano jeszcze wpływu innych składników na zdrowie człowieka, np. witamin. Mimo to wegetarianizm rozwijał się jako zjawisko awangardowe w środowiskach artystycznych i niekiedy naukowych.

Christoph Wilhelm Friedrich Hufeland, który był nadwornym lekarzem króla Prus Fryderyka Wilhelma III zasłynął jako autor pierwszej książki o makrobiotyce: „Makrobiotyka, czyli sztuka przedłużania życia ludzkiego”, która została wydana w 1796r.  

Pierwsze Towarzystwo Wegetariańskie obecnie Vegetarian Socjety powstało w Anglii w 1848r. Natomiast Vegan Socjety powstało już w 1944r, założone przez Donalda Watsona, który po raz pierwszy nadał nazwę temu zjawisku.  

Bardziej zaczęto doceniać pokarmy roślinne pod wpływem odkrycia przez Kazimierza Funka witamin. W 1912r. jako pierwsza została wyodrębniona z otrąb ryżowych witamina B1, która została odkryta podczas badań w poszukiwaniu lekarstwa na chorobę beri-beri i otrzymała nazwę witamina od łacińskich słów „vita” – życie i „amina” – związek chemiczny posiadający grupę azotową. W przedwojennej Polsce witaminy były zwane życianami. Autorka wspomina również wielkiego propagatora wegetarianizmu i makrobiotyki w przedwojennej Polsce, Macieja Lemejdę, który napisał książkę na temat makrobiotyki. Uważał on, i słusznie, że gotowanie zabija życiany (witaminy) i propagował pewne sposoby obróbki termicznej np. zalewanie gorącą wodą poszatkowanych warzyw, by ich nie gotować a jedynie spasteryzować. Wypowiadał się bardzo odważnie na temat zwyczajów nadmiernego spożywania mięsa i białej mąki  PRZECZYTAJ: WYBRANE MYŚLI SŁAWNYCH LUDZI O WEGETARIANIZMIE
W latach międzywojennych powstawało wiele książek na temat wegetarianizmu: np. „Kosowska kuchnia jarska” napisana przez Apolinarego i Romualdę Tarnawskich w 1929r., a J. Maszewska-Knappe w swojej książce rozważała nad tym, czy wolno nam zabijać zwierzęta.  

Na przełomie XIX w zanim jeszcze odkryto witaminy szwajcarskie lekarz dr Burcher – Benner propagował zależność pomiędzy chorobami i sposobem jedzenia. Udowadniał istnienie wpływu zjadania świeżych owoców i warzyw na zdrowie. Podkreślał znaczenie zjawisk bioelektrycznych, które wtedy jeszcze nie były opisane przez naukę i ich wpływ na napięcie powierzchniowe komórek. Twierdził, że największą wartością warzyw i owoców jest ogromna ilość skumulowanej energii słonecznej wytworzona w procesie fotosyntezy i wszelkie zabiegi kulinarne, zwłaszcza gotowanie i smażenie obniżają tę właściwość. Na potwierdzenie tej tezy miały wpływ późniejsze prace polskiego filozofa prof. A Sedlaka, np. „Bioelektronika” Głosił on ponadchemiczny i kwantowy sposób funkcjonowania energii w żywych organizmach. Udowadniał znaczenie zjawisk biolelektronicznych zachodzących podczas jedzenia, np. w czasie żucia i gryzienia pożywienia ujawniają się elektrony, które przenoszone są wraz z procesem oddychania na tlen. Te teorie korelują ze znanymi od wielu setek lat do dziś koncepcjami jogi i medycyny chińskiej o istnieniu siły życiowej zwanej praną lub chi, która znajduje się w każdym żywym organizmie i od której to siły zależą indywidualne zdolności funkcjonowania organizmu.   Napisał również, że świadomość ludzka jest procesem bioelektrycznym, który steruje potrzebami żywieniowymi, m.in. powoduje odrzucenie mięsa.

Dziś nie ma już niemal wątpliwości, że liczba wegan i wegetarian stale rośnie I Z ROKU NA ROK JEST ICH CORAZ WIĘCEJ i że związane z wegetarianizmem idee niekrzywdzenia środowiska, zwierząt i oczywiście siebie nawzajem i własnego zdrowia są coraz bardziej rozumiane i propagowane nie tylko przez środowiska ekologów i wegetarian, ale powoli przez media, artystów i władze. 

Oby jak najszybciej udało się zamienić świadomość łowcy na świadomość godną rozwiniętego technologicznie, duchowo i humanistycznie Człowieka 

********
Jestem psychodietetykiem i wegetarianką od wielu lat. Jeśli potrzebujesz porady lub masz pomysł na współpracę zapoznaj się z moją OFERTĄ

********
W przygotowaniu mojego artykułu korzystałam z następujących źródeł 



  • www.vegepolska.pl
  • www.vege.pl
  • www.wegetarianie.pl
  • www.weganizm.info.pl 
  • Biblia Stary i Nowy Testament 
  • "Wszystko o wegetarianizmie czyli zmierzch świadomości łowcy" Grodecka Maria
  • "Wszystko o wegetarianizmie - zaufać Ziemi"  Grodecka Maria
  • "Bioelektronika" Sedlak Kazimierz
  • "Odzywianie dla zdrowia" Pichford Paul
  • "Kazimierz Funk, odkrywca witamin" archiwalna audycja Polskiego Radia
  • fragmenty mojej pracy licencjackiej napisanej dla WSBINOZ w Łodzi

sobota, 27 lutego 2016

ISTOTA WEWNĘTRZNYCH POJĘĆ I DEFINICJI

Życie to nieustające pasmo inspiracji. Jest taka godzina, kiedy wszyscy poza osobami pracującymi w nocy dawno śpią, a ja niesiona jakąś energią siadam do komputera by napisać tekst, którego jutro rano już nie będzie, a który komuś powie coś ważnego. 

Na jednej z grafik ostatnio pojawiających się w ogromnych ilościach na facebooku przeczytałam, że poświęcanie się zawsze prowadzi do zniechęcenia bo nie ma na świecie czegoś takiego, co wynagrodzi brak bycia sobą. Autorką myśli jest Patrycja Załug autorka strony "codziennie pewna siebie". 

Wszystko sie zgadza, ale.... Proponuję sobie na swój prywatny sposób zdefiniować, cóż to znaczy poświęcenie, empatia, współczucie, litość itp. 

Mówi się tyle o Epoce Serca, środowisko wegetariańskie mówi o współczuciu dla zwierząt. Jak to się ma do poświęcenia? Czy jest to poświęcenie, czy może coś innego? Czym jest miłość bezwarunkowa? 

Człowiek jest jak żarówka, może świecić na zewnątrz tylko wtedy, gdy świeci w środku. Widział ktoś z was może żarówkę ciemną w środku...? Ja nie..... Poświęcanie się może być właśnie próbą bycia taką żarówką ciemną w środku, która chce świecić na zewnątrz. Ktoś próbuje dać komuś coś czego sam nie ma: uwagę, życzliwość, czas, siły, inne wartości materialne i niematerialne odczuwając jednocześnie w pewnym sensie ich brak. Gdyby miał ich, tych wartości policzalnych i niepoliczalnych dostatek, dawał by z własnej woli nie odczuwając ubytku czegokolwiek. Na jednych z warsztatów Elżbiety Nowalskiej, która w dziedzinie rozwoju duchowego jest dla mnie autorytetem usłyszałam, że jest tylko jedna możliwość, gdy ktoś obdarowuje drugiego tzw. poświęceniem nie oczekując nic w zamian. Tym stanem jest Miłość bezwarunkowa: czysta niczym niezmącona wiara w drugiego człowieka, dawanie bez oczekiwań. 
Czy jest to możliwe? W pewnym sensie tak: Miłość to energia niosąca w sobie wszystkie inne pozytywne wartości. Dając miłość, jednocześnie jesteśmy skłonni dać komuś uważność, współczucie i inne dobra materii i ducha nie oczekując za to nic. Sam fakt miłości jest wystarczający. Nie jest to jednak takie łatwe, bo największy jest ambaras, aby dwoje chciało naraz i dotyczy to nie tylko partnerstwa, ale i wszelkich relacji. To wtedy własnie, gdy nie ma odpowiedzi na to, co dajemy okazuje się, ze "poświęcenie" się prowadzi do rozczarowań, poświęcenie czyli dawanie za dużo, dawanie tego, czego tak naprawdę sie nie ma. 

W Epoce Serca jaką zwykło się w niektórych środowiskach nazywać czasy obecne i te, które nadejdą ważne jest współodczuwanie: łączenie sie z inną istotą: człowiekiem lub czasem zwierzęciem. Współodczuwanie może wystąpić wtedy, gdy rozumiejąc czyjeś pobudki akceptujemy je lub odrzucamy. Rozumiem w jakimś sensie osoby jedzące mięso, choć ich nie popieram. Nie rozumiem natomiast ludzi, którzy produkują ogromne ilości żywności wiedząc dobrze, że ją niszczą, psują jej jakość i wiedzą, że większość z tej żywności zostanie wyrzucona. Tu nie może być mowy o żadnym zrozumieniu pobudek, intencji, konieczności..., można jedynie sygnalizować tym osobom ich błędy, a gdy to nie pomoże odciąć się na tyle, na ile jest to możliwe z osobami lub instytucjami łamiącymi prawa człowieka i natury. 

I jeszcze jedna nieścisłość w tych pojęciach: często ludzie mylą litość z współczuciem, współodczuwaniem. Powiem tak: litość jest jak podrobione perfumy: na początku oryginał i podróbka pachną tak samo, czyli litość wygląda jak współczucie, potem, gdy szlachetność traci moc, litość zaczyna śmierdzieć tak, jak podrobione perfumy tracą lub zmieniają zapach po jakimś czasie. Nie oceniam: ludzie często dowartościowują się swoją dobrocią dla zwierząt, w końcu jedną z potrzeb według Maslowa jest potrzeba bycia dobrym człowiekiem. A skoro nie można być dobrym dla ludzi, bo "każą" rywalizować, sprzedawać produkty, o których wiadomo, że samemu ich by się nie kupiło, to może w ramach rekompensaty dla Boga i Siebie stanę sie dobry/a dla zwierząt...? No i dobrze, tylko zobacz, człowieku jaka w tym jest intencja  motywacja, czy jesteś właśnie tą żarówką, która próbuje świecić będąc ciemną w środku.... 

Świat potrzebuje prawdziwych pozytywnych wartości, świat o nie woła poprzez niezliczoną ilość systemów rozwoju duchowego i osobistego, od starych opartych na tradycjach dalekiego Wschodu, Indii Chin, aż do współczesnych opartych na chanellingach, psychologii, medycynie i fizyce kwantowej. Niestety, próbuje się te wartości osłabić poprzez robienie z nich komercyjnej rozrywki, mody, takiej wydmuszki, która ma wyglądać na coś wartościowego, a  jest pusta w środku, brak w niej tego blasku, który dopiero może rozprzestrzenić się na zewnątrz dając ciepło i światło. Nie mnie oceniać, co i kto należy do jednych a co i kto  do drugich, niech to pozostanie moją subiektywną opinią. Ważne jest, by każdy z Was, moi drodzy Czytelnicy zastanowił sie nad tym, co tak naprawdę w was przemawia, gdy odrzucacie mięso, gdy zaczynacie oceniać innych lub gdy bierzecie udział w jakichś akcjach. Warto się nad tym zastanowić, by po jakimś czasie nie dojść do wniosku, że błędnie pojęte wartości, nieodpowiednie ambicje i relacje zajęły wam kilka lat życia. 

zapraszam na sesje ThetaHealing i porady dietetyczne tel 606941369 również przez messenger Signal, whatsapp i Telegram 



sobota, 30 stycznia 2016

KTO MOŻE MIEĆ... ZABURZENIE ODŻYWIANIA?

"Pokaż mi człowieka, a znajdę na niego paragraf", chwalą się prawnicy, "Pokaż mi człowieka, a znajdę mu chorobę", mówią lekarze.... Czy o to chodzi, by wytykać ludziom nieprawidłowości w ich sposobie życia? Pewnie w jakimś sensie tak, ale.... czy są to nieprawidłowości czy nadinterpretacja?


Ostatnio, niestety okazało się, że wiele chorób tak głośno okrzykiwanych we współczesnym świecie okazało się produktem marketingu, a nie odkryciem. Wiele źródeł twierdzi, że sam twórca pojęcia ADHD, psychiatra Leon Eisenberg, kilka miesięcy przed śmiercią w 2009 r. wyznał, że odkryte przez niego ADHD to fikcyjna choroba, w co nadal nie może uwierzyć wielu pedagogów i psychologów dziecięcych. A przecież zjawisko nadpobudliwości dzieci jest, istnieje, ale może potrzebne są na to inne rozwiązania niż branie leków psychotropowych, np. wystarczy zmiana strategii wychowawczych i diety...

Inne kontrowersyjne zjawisko to zespół napięcia przedmiesiączkowego PMS, stare jak świat okresowe obniżanie się nastroju u kobiet, które zyskało miano choroby i nawet zostały na tę chorobę stworzone leki. Każda kobieta nie musi mówić, że ma focha czy chandrę, tylko, że jest chora na PMS... :) jak to ładnie brzmi... 

Czy znacie termin "zaburzenie odżywiania"? 


Czy jest to faktycznie problem, czy nadinterpretacja? 
Może jest to znak naszych czasów, skutek ogólnego chaosu i zaniedbań....? 


W tzw. krajach wysoko uprzemysłowionych żywność istnieje tylko w sferze nazw i obrazów, nie ma już prawie przypisanych sobie właściwości, gdyż wszechobecna chemia i technologia, których celem nie jest zdrowie człowieka, a zysk korporacji dawno tę żywność pozbawiły dobroczynnych właściwości. Zarabiać chce się też na produkcji zdrowej żywności, na ograniczaniu jej dostępu do konsumenta normami, certyfikatami i cenami, na straszeniu ludzi chorobami. W teoriach dietetycznych panuje chaos. Co i rusz pojawia się nowa "dieta cud" propagowana przez zacietrzewionych pseudonaukowców lub (o zgrozo!) aktorów i piosenkarzy, którzy zamiast zająć się swoją twórczością, piorą ludziom mózgi występując jako pseudoautorytety od każdej dziedziny życia. Jest ogromna presja: im bardziej otyli są ludzie na ulicy, tym bardziej restrykcyjne normy chudości narzuca się społeczeństwom. W końcu każdy chce być piękny, smukły, zdrowy...., tylko jak ma to zrobić? 


O co zatem chodzi z tymi zaburzeniami odżywiania?


O społecznych i psychologicznych aspektach odżywiania pisałam Już w kilku moich artykułach: jaki jest WPŁYW DIETY WEGETARIAŃSKIEJ NA PSYCHIKĘ, dlaczego NIE WOLNO JEŚĆ W BIEGU i że odchudzanie to synergia zmian ciała i ducha, a nie SAMO LICZENIE KALORII. Jednakże we współczesnym świecie jedzenie to rzecz konieczna do życia, a jednocześnie temat tabu, wróg nr 1, narkotyk lub zamiennik innych uciech w życiu.... 


Zaburzenia odżywiania pojawiają się, gdy:

  • jedzenie jest zamiennikiem innych radości życia
  • osoba kompensuje jedzeniem inne rodzaje relacji i brak innych wartości. 
  • jedzenie jest jedną rzeczą, na którą dana osoba ma wpływ, bo w jej mniemaniu sytuacja prywatna, zawodowa lub rodzinna sprawia, że uwikłana jest w szereg relacji i zależności, na które nie ma wpływu. 
  • jedzenie staje się spychane do roli podrzędnej i potrzeba jedzenia wypierana z rozkładu dnia 
  • brakuje samoakceptacji
  • osoba ma fałszywy obraz siebie 
  • osoba narzuca sobie absurdalne normy wyglądu 
Do tego trzeba dodać wpływ substancji znajdujących się w pożywieniu, jak kazomorfiny w mleku, glutamorfiny w zbożach, głównie glutenowych, substancje wyciągowe w przetworach mięsnych, cukier, chemia spożywczą, np glutaminan sodu, aspartam, syrop glukozowo-fruktozowy, fitoestrogeny oraz bisfenole w opakowaniach plastikowych. Wymienione substancje zaburzają odczuwanie apetytu, poczucie głodu i sytości i znacznie przyczyniają się do powstawania wszelkich nieprawidłowości dietozależnych.  
W zaburzeniach odżywiania widoczne są skrajne postawy i skrajne uczucia, fanatyczne zaangażowanie lub równie fanatyczne odrzucenie w stosunku do siebie lub jakiegoś elementu swojego ciała, jedzenia, ćwiczeń fizycznych itp. Elementem niemal każdego zaburzenia odżywiania jest chęć narzucenia drastycznych rygorów z jednoczesnym wypieraniem wszelkich reakcji fizycznych i psychicznych, a co gorsze w przypadku niepowodzeń w stosowaniu rygorów osoba drastycznie zwiększa rygory i odczuwa w stosunku do siebie jeszcze bardziej negatywne uczucia. 

Efekt jest odwrotny do zamierzonego: zamiast pięknego wyglądu i świetnego samopoczucia pojawiają się nadmierne odchylenia od prawidłowej wagi, wyniszczenie organizmu, lęki, frustracje, problemy w relacjach, odizolowanie od więzi społecznych i wiele innych bardziej nietypowych skutków. Niektóre zaburzenia odżywiania mogą być przyczyną śmierci. Oto do czego prowadzić może perfekcjonizm, nienawiść do siebie, traktowanie siebie przedmiotowo i tworzenie z jedzeniem i światem nieprawidłowych relacji. Bardzo łatwo jest przekroczyć cienką granicę pomiędzy dbaniem o siebie i potrzebą bycia szczupłym i zdrowym a zaburzeniami odżywiania. 

Niektóre zaburzenia odżywiania są jednostkami chorobowymi i znajdują się na liście ICD-10 i DSM-4. 

Zaburzeniami odżywiania o lekkim nasileniu zajmuje się psychodietetyk, w trudniejszych pomocny może być zespół składający się z psychologa, dietetyka i lekarzy, czasem niezbędny jest psychiatra. W wielu przypadkach konieczne jest leczenie zamknięte, ponieważ ambulatoryjne okazuje się nieskuteczne. 

Nazwy zaburzeń odżywiania z reguły kończą się na "-reksja", z greckiego "orexis - apetyt, pożądanie. Odpowiednie przedrostki pokazują na czym polega ów konflikt z apetytem. Wyjątek stanowi słowo "bulimia" 

Anoreksja czyli an(brak, bez) oreksja(apetyt) czyli odrzucenie apetytu, jest zaburzeniem, którego charakterystyczną cechą jest celowa utrata wagi wywołana i podtrzymywana przez pacjentkę. Znaczny spadek wagi lub brak przyrostu wagi spowodowany jest odchudzaniem się. Spadek wagi ciała wynosi co najmniej 15% poniżej wagi prawidłowej. Anorektyczka może ważyć np. około 40 kg przy przeciętnym wzroście i nadal odchudzać się, uważając, że jest otyła. Unika kalorycznego pożywienia, tłuszczu, cukru i uważa wszystko za zbyt tuczące, je niewielkie ilości warzyw, jakieś odtłuszczone jogurty itp. Zwykle ma świetną wiedzę dietetyczną. W przebiegły sposób ukrywa swoją niechęć do jedzenia. Anoreksja występuje z reguły u nastolatek i u młodych kobiet, choć zdarza się w każdym wieku, również u dzieci. Manoreksja czyli anoreksja u chłopców i mężczyzn występuje znacznie rzadziej. Choroba powoduje groźne dla życia i zdrowia zaburzenia somatyczne i endokrynologiczne, może prowadzić do śmierci. Zdarza się, że odchudzają się drastycznie kobiety w ciąży i takie zaburzenie nazywa się pregoreksja 

Bulimia objawia się naprzemiennymi napadami wilczego apetytu i pozbywania się skutków jedzenia za pomocą zmuszania się do wymiotów i wypróżnień. Podczas epizodu przejadania się osoba cierpiąca na bulimię może spożywać w pośpiechu ogromne ilości pokarmu, na przykład: chipsy, słodycze, niekiedy nawet pokarmy niedogotowane lub nie rozmrożone. Rekcją na to przejadanie się jest przeciwdziałanie przybieraniu na wadze przez prowokowanie wymiotów, stosowanie leków przeczyszczających, głodówek, intensywne ćwiczenia,  itp. Napady objadania się i zmuszenie do wymiotów powtarza się na zmianę z coraz to większą częstotliwością i intensywnością czasem kilka razy dziennie.   Bulimiczka często myśli o jedzeniu i odczuwa silne pragnienie lub poczucie przymusu jedzenia, a jednocześnie każe siebie za napady objadania się i chce zmusić się do utrzymania szczupłej sylwetki. 
Kompulsywne objadanie się działa podobnie jak bulimia z tym, że osoba cierpiąca na to zaburzenie nie przeciwdziała efektom objadania się. Ktoś taki potrafi w krótkim czasie zjeść kilka tabliczek czekolady, kilka porcji obiadu, opróżnić całą lodówkę z zapasów. W rezultacie może doprowadzić się do znacznej otyłości. Ataki kompulsywnego objadania pojawiają się w celu rozładowania negatywnych emocji, np złości, bezsilności itp. 

Ortoreksja słowo powstałe z połączenia wspomnianego już wyżej "orexis" ze słowem "orthos - prawdziwy, prawidłowy". Oznacza patologiczne, nadmierne skupianie się na walorach zdrowotnych pożywienia i nadmierne unikanie wszelkich niezdrowych składników w obawie przed ich właściwościami. Samo dbanie o jakość odżywiania nie jest wadą, problem występuje, gdy osobie towarzyszy przy tym lęk i występowanie urojonych objawów już na samą myśl o spożyciu niezdrowego, tłustego czy słodkiego jedzenia oraz innych składników np glutaminianu sodu itp. Ortoreksja dotyka ludzi z dużą wiedzą żywieniową, również dietetyków, którzy nie potrafią odnaleźć dystansu do nadmiernych wymagań dietetycznych i chcą ich bezgranicznie przestrzegać. 

bigoreksja to zaburzenie polegające na nadmiernym dążeniu do masywnej muskulatury. Dotyczy chłopców i mężczyzn intensywnie uprawiających kulturystykę i inne rodzaje dyscyplin sportu zwłaszcza siłowych. Człowiek dotknięty bigoreksją widzi siebie w lustrze jako wątłego i chudego a chce być masywnie umięśniony. Stosuje intensywne ćwiczenia, intensywne suplementacje, diety wysokobiałkowe bez względu na ich szkodliwość dla zdrowia. Każdą wolną chwilę spędza na siłowni i cały jego świat kręci się wokół zwiększenia muskulatury. 

Pojadanie nocne to zaburzenie polegające na nadmiernej kontroli apetytu w ciągu dnia, a wieczorem i w nocy, gdy psychika się rozluźnia osoba doświadcza napadów niepohamowanego apetytu.   

To tylko niektóre z zaburzeń odżywiania. Opisałam je w sposób przystępny by łatwiej było zrozumieć ich mechanizmy. 

Jak ustrzec się zaburzeń odżywiania. 
  • pokochaj siebie, zaakceptuj swoje niedoskonałości, nie porównuj się z innymi ludźmi. To pierwszy krok do obiektywnego wdrażania pozytywnych zmian. 
  • Jedz świadomie, doszukuj się smaku, nie jedz w biegu. 
  • Zdobywaj wiedzę o zdrowym odżywianiu, stosuj ją w praktyce, ale miej do niej dystans. Wiedza jest dla Ciebie, a nie Ty dla niej.
  • przestań czytać kobiece pisma i oglądać programy telewizyjne o dietach, celebrytach i ich sposobie odżywiania się, Miej świadomość, że to są sztucznie wykreowane obrazy. 
  • w przypadku podejrzeń o przesadę poradź sie przyjaciół, rodziny lub odwiedź specjalistę. Reaguj na sugestie bliskich, nie ignoruj ich.
  • Jeśli jesteś dietetykiem lub trenerem fitness zwracaj uwagę na objawy zaburzeń u swoich klientów, nie wspieraj ich nadmiernego zaangażowania i zachęcaj do nabrania dystansu i umiaru w stosowaniu rygorów dietetycznych i ćwiczeniowych. 
********
Jeśli potrzebujesz pomocy dietetyka skorzystaj z mojej PORADY PRZEZ INTERNET
zachęcam również do udziału w prowadzonych przeze mnie WARSZTATY ROZPOZNANIA I ZMIANY NAWYKÓW ŻYWIENIOWYCH 



********
W przygotowaniu artykułu pomogły mi: 
  • Psychologia żywienia, wybrane zagadnienia - M. Pilska, M. Jeżewska- Zychowicz
  • Psychoterapia zaburzeń odżywiania się - B. Włodawiec
  • Słownik Języka Polskiego PWN.
  • www.vikipedia.org. 
  • notatki z przedmioty "psychodietetyka" z WSBINOZ  w Łodzi.

jeśli podobają Ci sie moje treści, zapraszam do wsparcia