sobota, 12 września 2015

CZY WEGETARIANIZM TO TYLKO TAKA MOOOOODA.... ?

Napisałam jakiś czas temu w artykule SKALA ZJAWISKA, że liczba wegetarian i wegan w Polsce wynosiła w 2013r ok miliona osób i ich ilość stale rośnie. Niedawno okazało się też, że ilość punktów gastronomicznych wegańskich i wegetariańskich w Warszawie jest większa niż w większości stolic europejskich i metropolii amerykańskich. Dlaczego to jest takie ważne, że amerykańskich, tego nie wiem. Ważne jest, że zjawisko wegetarianizmu, a zwłaszcza weganizmu przybiera na sile i staje się trendem kulturowym, by nie powiedzieć społecznym... i wszystko by było w jak najlepszym porządku, gdyby nie wyrosły obok tego jakieś dziwne twory, których przyznam, nie rozumiem... Może dlatego, że już dawno skończyłam gimnazjum, a może dlatego, że wegetarianizm u mnie już dawno przeszedł w stan chroniczny i mam nadzieję, że nieodwracalny. 

Jako społeczeństwo mamy problem z odmiennością. Wygląda to tak, że albo ludzie chcą by wszyscy byli w miarę jednakowi i nie wyróżniali się od stada, albo pod nazwą "tolerancja" wciska się do serc, umysłów i świadomości horrorki, które nic z tolerancją (albo niewiele) mają wspólnego. Ale ponieważ ten artykuł ma dotyczyć zjawiska wegetarianizmu, a nie innych kwestii polityczno społecznych, wrócę do tematu.

Kiedy dawno temu spotkałam pierwszą w życiu wegetariankę, która była moją pacjentką miałyśmy dużo czasu, bym mogła ją przepytać, co Ona je, dlaczego, po co... itp, itd. Dlaczego o tym piszę? Po prostu dlatego, że sama często odpowiadam na takie pytania... 


Psychologia mówi, że wszystkie decyzje są podejmowane na poziomie nieświadomym, a potem uzasadniane (lub niestety sabotowaane) przez korę nową, a szczególnie lewą, logiczną półkulę mózgu.  Można by więc zatem zapytać, co zainspirowało Mnie, Ciebie lub innego Człowieka do porzucenia szynki i schabowego. Środowisko, empatia dla zwierząt, jakaś tajemnicza energia śmierci w tych pokarmach..., a może doniesienia kardiologów, jakoby nadmiar tłuszczów zwierzęcych kończył się zwykle zawałem? 

Przyznam szczerze, nie wiem :), nie pamiętam... Owszem, miałam jakiegoś kolegę, który chciał zostać weterynarzem i po pierwszym kontakcie z zabijaniem zwierząt przestał mieć ochotę i na weterynarię i na jedzenie zwierząt, owszem lubię nowatorskie i niezależne trendy z kręgu rozwoju duchowego i to też miało bardzo istotny wpływ. 

Trudno do końca wytłumaczyć czy wyciszenie i empatia pojawia się pod wpływem braku mięsa w pożywieniu, czy odwrotnie pod wpływem pracy nad własnym duchem, wyciszeniem i empatią itp. pojawia się chęć zaprzestania jedzenia toksycznych pokarmów w tym mięsa.


Wegetarianie, a już na pewno weganie uważani są za odmieńców, a nawet dziwaków, zwracają uwagę na jakieś zjawiska, na które nikt inny nie zwraca uwagi.... No i dobrze, bo ludzkość dotarła do punktu, w którym można już wszystko zrobić, byle by osiągnąć zysk i nie ważne, co się komu naopowiada, kogo się skrzywdzi i jakie to działanie będzie miało skutek w mikro i makro czasie i przestrzeni. 


Żadna myśl, idea nie rozwinie się, jeśli nie będzie w niej autentyczności, tego wewnętrznego ognia, który nie jest fanatyzmem, ale ma w sobie pewność, że tak trzeba, ze tak się chce i już... no i to jest właśnie to, co spowodowało, że wegetarianizm opiera się wszelkim presjom ludzi, którzy go nie akceptują i nie rozumieją. 


Wegetarianie są trochę w cieniu i często bywają potępiani przez zwolenników tradycyjnej kuchni. Wystarczy powiedzieć w towarzystwie, żę nie je się zwierząt, to słyszy się kpiące "no tak, bo to teraz taka mooooda jest", a jeśli powiem, że nie jem tego od kilkunastu lat, to następuje wykład o szkodliwości wegetarianizmu i dziwactwie innego sposobu życia i myślenia itp w wykonaniu ludzi, którzy nie mają o tym pojęcia. Czyli bardziej akceptowalne społecznie jest robienie czegoś dla mody niż z przekonania. 


Dlatego wegetarianie trzymają się razem i w sposób mniej lub bardziej dobitny domagają się uszanowania ich sposobu odżywiania m, in w W SZKOŁACH i w GASTRONOMII..., ale często niepotrzebnie atakują ludzi jedzących wszystko, co znów u tamtych wywołuje niechęć i efekt jest odwrotny do zamierzonego. 


Jedną z najważniejszych potrzeb człowieka jest dążenie do czucia się dobrym, no i jak to się potem dzieje..., wielu wegetarian dowartościowuje się i uważa się za lepszych od innych z tego powodu, ale są też i dobre tego skutki: dzięki wpływowi, jaki dieta wegetariańska ma na PSYCHIKĘ może zajść w ludziach przemiana. Przypuśćmy, że jakaś "orędowniczka uciśnionych zwierząt" pracuje np w firmie farmaceutycznej i wciska ludziom leki, które mają więcej efektów ubocznych niż pomocnych... i pod wpływem innych idei niekrzywdzenia zwierząt (a może też i ludzi) zaczyna się dialog wewnętrzny, dylemat, czy to tak można okłamywać... Dla jednych jest ok (bo przecież wegetarianizm to taka mooooda), dla innych już stanowi powód, który zmusza ich do podjęcia działań w kierunku zmiany pracy.... A jak takich będzie więcej? A jeśli ludzie powyskakują ze swoich pudełek i będą chcieli zmian, to co będzie? A już tyle narozrabiali: futer nie wypada nosić i  torebek  ze skóry, psów na łańcuchu trzymać..., jakieś składniki żywności luzie chcą znać i jeszcze mają do nich zastrzeżenia.... 


Wszechobecna komercjalizacja przyczynia się, owszem do propagowania tematu, ale również do stworzenia obrazu pewnej mody na diety w ogóle: dzisiaj jestem na Ducanie, jutro zostanę weganem, no bo to jest trendy być na diecie. Wielu lekarzy i dietetyków nie zna i często nie popiera diet roślinnych i wypowiada się na ich temat sceptycznie, czasem z własnego przekonania, a czasem na prośbę redakcji "ku przestrodze" straszy anemią, niedoborami białka i wapnia oraz innymi argumentami, które dla znawcy diet roślinnych nie stanowią problemu. Ja też nie popieram przechodzenia na ścisły weganizm od razu i pozostawiania dzieci i nastolatków bez fachowej pomocy, gdy chcą zmienić swój sposób odżywiania. 


Osobiście nie popieram również wypowiadania się artystów w telewizjach śniadaniowych na wszystkie tematy. Osoba publiczna mając na jakiś temat tyle samo do powiedzenia, co każdy z nas nagle staje się ekspertem w sprawie budowy domu, wychowania dzieci, uprawiania sportu no i oczywiście wszelkich diet, a jakoś niewiele ma do powiedzenia na temat swojej twórczości czy działalności. Owszem artyści powinni wyrażać swoja postawę życiową, tylko następuje pewna nieścisłość, kto jest artystą, a kto celebrytą, ale na to pytanie to każdy widz i słuchacz sam sobie powinien odpowiedzieć. Naprawdę niezbyt zachęcające są wypowiedzi, że ktoś się nagle "nawrócił" na wegetarianizm, albo chce innych "nawracać", nie je mięsa dwa tygodnie i już "nie ma co jeść" i musi sobie jedzenie z zagranicy sprowadzać..., bo nasze jest np. "nieekologiczne". To powoduje, że ludzie patrzą na to zjawisko z przekonaniem, że tym artystom się w głowach poprzewracało, a nie z myślą, że to fajny pomysł przestać jeść szkodliwą, niezdrową żywność, bo jest to pomocne dla zdrowia, smaczne i oryginalne jedzenie. 


Przyznać też trzeba, niestety, że niektórzy wegetarianie wręcz odstraszają od siebie innych, atakują, obrażają innych i nawet między sobą kłócą się ze sobą, kto jest bardziej vege. 

Propagując dietę i postawę wegetariańską pamiętam o tym, by mówić tyle, ile ktoś na dzień dzisiejszy jest w stanie przyjąć do świadomości i okazuje się, że ludzie bardzo chętnie ograniczają mięso, chociaż nie chcą z niego rezygnować, zwracają uwagę na jego jakość, sposób produkcji, unikają pewnych przetworów, zwłaszcza wędlin, gotują zupy na wywarze warzywnym z dodatkiem masła lub oleju, poznają nowe produkty i mają chęć wdrażać te nowe zwyczaje w swoich domach... To jest pierwszy krok do wegetarianizmu i za jakiś czas odrzucą je w ogóle, potem ryby nabiał itp, jeśli tego będą potrzebować ale nie zrobią tego na siłę. Wiele osób nadal nie zechce słyszeć o zmianie diety i na propozycję ograniczenia mięsa i jego przetworów (co jest dalekie jeszcze od wegetarianizmu) .reaguje agresją. Może dopiero pogorszenie się stanu zdrowia zweryfikuje ich poglądy.... 


Świat nie ucieknie od wegetarianizmu i związanej z nim idei niekrzywdzenia i ekologii. Dobrze by było, gdyby one dotarły do osób stojących u władzy i mogły być wcielane w szerszym zakresie. Na nic zapewnienia, że nic nikomu sięnie opłaca, bo jeśli opłaca sie produkować buble żywnościowe i połowę wyrzucać potem, to opłaca się zastanowić czy jest sens dotychczasowej produkcji trzody czy mleka i pójść inną drogą lub chociaż zainwestować bardziej w jakość a nie w ilość. Coraz bardziej zwraca sie uwagę na straty dla środowiska i ludzkości, jakie wywołuje masowa produkcja mięsa. Widać po zainteresowaniu, że ludzie potrzebują tych zmian. Do jednych idea tych zmian dociera w przekazie rozrywkowym (chociaż czasem odstrasza) inni szukają głębszej wiedzy wszędzie, gdzie jest to możliwe. Każdy może wejść do restauracji wegetariańskiej i spróbować kotleta z fasoli, czy pasztetu z selera, nawet, jeśli na co dzień żywi się tradycyjnie. Ludzie chcą poczuć w sobie ludzkie cechy wrażliwości, empatii i poczucia wspólnoty z innymi i ze środowiskiem. Ile lat musi minąć nim to sie zmieni, mam nadzieję, że niewiele i oby to nastąpiło jak najszybciej, bo nie do końca wiadomo, jak blisko jesteśmy zniszczenia naszej cywilizacji, tak jak kiedyś zrobili to legendarni Majowie czy Atlantydzi. 

......

Jestem psychodietetykiem i wegetarianką od 1998r. Nadal odkrywam tę wspaniałą dietę i cieszę się nią. Jeśli potrzebujesz pomocy, zaczynasz dopiero wchodzić na ścieżkę wegetarianizmu lub masz kłopoty zdrowotne wymagające zmiany diety, to zapraszam na PORADY DIETETYCZNE osobiście lub przez Internet.